Witam, moim ostatnim wpisem zamieszczony na forum była mała fotorelacja dwudniowej wycieczki do wszystkim dobrze znanego (czy to z przesiadek czy jednodniówek) Oslo Torp. Tym razem chciałbym was zabrać w znacznie dłuższą, kilkunastokrotnie droższą oraz pełną emocji wycieczkę po Europie. Jako, że byliśmy tegorocznymi maturzystami (a zarazem już szczęśliwymi studentami) nasz pomysł zrodził się podczas zgłębiania materiałów z geografii podczas przygotowywania się do majowych egzaminów. Obraliśmy trasę, zaklepaliśmy loty z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem i zaczęło się odkładanie pieniędzy, a 24 lipca 2012 wyruszyliśmy spod berlińskiego Schönefeld Flughäfen w trasę. Mam nadzieję, że uda mi się przekazać wam chociaż część tego co przeżyliśmy w tych kilku(dziesięciu) obrazach. Zapraszam i z góry przepraszam za ilość zdjęć:
Trasa obejmowała 5 państw, jedną wyspę i 7 miast docelowych.
O godzinie 22:10, Airbus a319 w barwach easyJet zabrał nas w kierunku Wiecznego Miasta. W pierwszej wersji mieliśmy zabrać ze sobą jedynie namioty i nie tracić pieniędzy na wynajmowanie apartamentów czy hosteli. Na szczęście rozsądek podpowiedział nam, że nie jest to trafiony pomysł na 21-dniową wycieczkę po jednych z największych miast Starego Kontynentu. Mimo wszystko na dobry początek pierwszą noc w Rzymie postanowiliśmy spędzić pod gołym niebem podążając w kierunku Koloseum, Fonatnny di Trevi, by ostatecznie trafić w okolice Forum Romanum gdzie znajdował się nasze apartamenty. Z lotniska Fiumcino przyjechaliśmy taksówką, za którą zapłaciliśmy po 8 euro od osoby.
Noc minęła dość szybko. Na dobrą sprawę te najważniejsze i najliczniej odwiedzane miejsca w Rzymie mieliśmy już odznaczone na liście zabytków. Jakiś czas temu byłem w Rzymie, pamiętam jeden wielki tłok, masy grup pielgrzymkowych, rodziny z dziećmi, mnóstwo księży i uczucie jakbym siedział w piekarniku. Kochani, z ręką na sercu, jeżeli w czasie waszego pobytu w Rzymie macie problemy ze snem a jesteście spragnieni zobaczyć to miasto takie jakie pokazują nam na pocztówkach, bez tłumu, hałasu i pośpiechu to czym prędzej ubierzcie się i lećcie w okolice Placu Weneckiego a gwarantuje wam, że Rzym będzie tylko dla was na wyłączność (nie licząc pijanych włochów wracających z imprezy). Po nocy pełnej wrażeń około godziny 6 zjedliśmy ostatniego papierosa i położyliśmy się pod oknami naszego apartamentu w nadziei, że obudzi nas gospodarz i zaprosi do środka. W rzeczywistości obudziło nas żarem bijące z nieba Słońce. Szybka ewakuacja w cień, jednak nie spało się już tak wygodnie zwłaszcza jeśli w cieniu temperatura wynosi ponad 25'C. Po 11 doczekaliśmy się naszego gospodarza, rozliczyliśmy się, włączyliśmy klimę i szybko wskoczyliśmy do łóżek.
Obudziliśmy się wypoczęci i głodni po 19. Wychodząc z chłodnego apartamentu na zewnątrz momentalnie poczuć można było wyraźne uderzenie gorąca, a po zrobieniu kilku kroków już byliśmy spoceni. Szybko odnaleźliśmy Spara i Carrefour gdzie zrobiliśmy obfite zakupy. Jedna rzecz jest niesamowicie irytująca w tym mieście: jeśli chcesz wypić zimne piwo prosto ze sklepu musisz za nie dopłacić prawie 20 centów, w naszym przypadku przy 10 piwach na głowę robiło się z tego prawie 2 euro wyrzucone w błoto. Tak wiem lodówka w mieszkaniu... Niestety nie chłodziła. Krótko o apartamencie. Posiadaliśmy dwa bliźniacze (po 3 osoby w jednym) na parterze przy samym Forum Romanum. Apartament składał się na pokój z kanapą i telewizorem, kuchnia, łazienka, a nad wszystkim antresola z łóżkiem małżeńskim. Wszystko odnowione, w starej zabudowie. Bardzo przyzwoite warunki w rozsądnej cenie. Około 60 euro od osoby za 4 noce. Znalezione na airbnb - Luca Fori Romani.
Do Watykanu dotarliśmy następnego dnia w godzinach szczytu - pielgrzymka na pielgrzymce na jedej wielkiej patelni: Placu św.Piotra. Dosłownie lało się z nas, całe szczęście, że w Rzymie można zaczerpnąć i nalać sobie wody w wielu miejscach za darmo gdzie najczęściej czarnoskórzy przyjaciele sprzedają 'cold water' po 2 euro za butelkę. Po drodze zahaczyliśmy o Panteon i plac Hiszpański, w dzień nie robiły już takiego wrażenia jak w pierwszą noc.
Po wyprawie do Watykanu chłodziliśmy się cały wieczór, a następnego dnia wyłanialiśmy się jedynie po zimne napoje do sklepu. Wtedy to jednomyślnie doszliśmy do wniosku, że zwiedzanie nocą ma większy sens i jest bardziej komfortowe, to też praktykowaliśmy do ostatniego dnia pobytu w tym gorącym mieście.
Wylot do Cagliari zaplanowany był na 20:10 z lotniska Ciampino. W związku z tym, że była to niedziela, wraz z kolegą pragnęliśmy zobaczyć księdza w białej sutannie wyglądającego przez okno więc udaliśmy się na audiencję na plac św.Piotra wczesnym rankiem. Nie było jakoś wyjątkowo dużo turystów jak na spotkanie z papieżem, no nic czekamy. W miedzy czasie zjedliśmy kanapki i pomału zbliżała się 12 czyli modlitwa Anioł Pański. Coś mi nie pasowała, bo zawsze kiedy widzę papieża w telewizji to Watykan pęka w szwach. Od jakiegoś czasu obserwowałem kilku policjantów siedzących w radiowozie, który uciekał im do słońca, w efekcie przesuwali go co chwilę do cienia. Nieskrępowany podszedłem do nich i zapytałem czy zobaczymy dzisiaj papieża, na co odrzekli, że Ojciec Święty w letnich miesiącach przebywa w Castel Gandolfo. Musiał nas zadowolić jedynie papież na telebimie. Pomodliliśmy się i ruszyliśmy na Termini skąd za 2 euro pojechaliśmy na lotnisko Ciampino.
Był piękny niedzielny wieczór kiedy samolot irlandzkiego przewoźnika z nami na pokładzie uderzył o płytę lotniska w Cagliari. Sardynia miała być dla nas prawdziwą przygodą. Mieliśmy 5 dni na dostanie się do Alghero, a po drodze chcieliśmy zobaczyć skaliste, wschodnie wybrzeże tej pięknej wyspy. Tu nie było żadnych rezerwacji, był tylko namiot, plecaki i my. Pierwszą nockę spędziliśmy w porcie w samym centrum Cagliari. Dodam, że w internecie znalazłem bardzo mało informacji na temat transportu na Sardynii. Kolej nie funkcjonuje tu w ogóle, na szczęście siatka transportu autobusowego jest tu dość dobrze rozbudowana a koszt biletu z Cagliari do Nuoro to 16 euro. Informacje, broszury i mapy otrzymaliśmy w punkcie informacji na lotnisku. Na razie idziemy spać.
Poranek bardzo podobny do tego w pierwszy dzień w Rzymie. Słońce od razu postawiło nas na nogi, mieliśmy więc dużo czasu na zwiedzanie Cagliari. Śniadanie zjedliśmy w sklepie. Sprzedawczyni pokroiła nam szynkę, ser i pomidora, które władowała w potężne bułki za które zapłaciliśmy niecałe euro od sztuki. Były na tyle sycące, że zdołałem zjeść tylko jedną, a druga została na wczesne popołudnie. Upał dawał się we znaki z każdą kolejną godziną. Obeszliśmy miasto, podziwialiśmy morze z punktu widokowego, około 16 odjechał nasz autobus do Nuoro skąd mieliśmy przedostać się do Cala Gonone, które było naszą bazą wypadową na Cala Lunę i Cala Fuili - cel naszego pobytu na Sardynii.
2 godziny drogi do Nuoro były istną masakrą. Sardynia do zimnych wysp nie należy, a w naszym autobusie siadła klima, na dodatek nie było możliwości otworzenia okien. Po wyjściu z autobusu czuliśmy ulgę w pełnym słońcu. Na autobus do Cala Gonone musieliśmy poczekać ponad godzinę, mieliśmy więc dużo czasu na przestudiowanie map i broszur, które otrzymaliśmy w punkcie informacji. Na całe szczęście kolejny autobus był już klimatyzowany a za oknami rozpościerały się wspaniałe krajobrazy. Wg mnie Sardynia to doskonałe miejsce dla ludzi lubiących treking o czym sami się przekonaliśmy, ale o tym później.
Do Cala Gonone dotarliśmy o 19, zrobiliśmy zakupy i rozbiliśmy obóz na plaży.
Jest poranek 31.07.2012 po przebudzeniu się. Dzisiaj mamy zdobyć plaże oddaloną o 5km w linii brzegowej od Cala Gonone przez las wytyczonym szlakiem. Zasięgnęliśmy praktycznych porad w informacji. Niezważająca na to, że jest pełne słońce i temperatura zbliżająca się do 40'C wyruszamy w kierunku Cala Fuili, które jest bramą do ścieżki na Cala Lunę. Do tej pory asfaltowa droga, wszystko pięknie, tylko trochę gorąco i musimy robić przerwy co 500 metrów. W tym tempie dojdziemy do celu w godzinę, co ta kobieta wygadywała, że potrzebujemy na to przynajmniej 4 godziny. Oto zdjęcia malowniczego miejsca jakim jest Cala Fuili oraz droga doń:
Tu kończył się asfalt. Widzicie te skały pokryte jakąś roślinnością? Tak, to jest szlak, którym mamy dotrzeć na kolejną plażę. Po godzinnej przerwie ruszyliśmy wzdłuż szlaku. Sytuacja wymagała podzielić się na dwie grupy 3-osobowe, ze względu na odmienne tempo. Mieliśmy prowizoryczną mapkę, na której nie było żadnych punktów odniesienia, jedynie kreska i nazwy plaż. Wytrwale szliśmy tą niewdzięczną ścieżką. Nie powiem, bo widoki były przepiękne, ale nigdy nie lał się ze mnie pot tak jak tego dnia. Pełne słońce, zero cienia, plecak na ramieniu i skały o wybitnie dużym zróżnicowaniu wysokości.
Mega spoko wypad, chociaż za 4200 to wybrałbym się na 2 tygodnie do Ameryki Południowej, ale kto co woli
:)Co do Hiszpanii, to źle wybraliście, żeby poznać ten cudowny kraj. Barcelona jest do kitu!Na przyszłość polecam płd-zach wybrzeże albo południe po prostu
:)Fajnie napisane, miło się czyta.
Z Luwrem tez trochę zawaliliście, bo do 26 roku życia macie wstęp za free
:) Ale bardzo fajna relacja, prawdopodobnie będę miał parę pytan o Paryż to się odezwę na privie.
kleyo napisał:Z Luwrem tez trochę zawaliliście, bo do 26 roku życia macie wstęp za free
:) Ale bardzo fajna relacja, prawdopodobnie będę miał parę pytan o Paryż to się odezwę na privie.o dobrze wiedzieć, bo w planach mam wybrać się w tym roku do Paryża właśnie ze względu na to by zajżeć do Luwru.
adrenalbooster napisał:fajny opis, fajne zdjęcia!możesz mi napisać, gdzie w paryżu jest ten 'taras' z widokiem na miasto (ze zdjęcia)?z góry dzięki:)jest to Place de Belleville.
Bardzo fajnie, jak będzie wolny apartament w którym byliście w Rzymie to może też się w nim zatrzymam na koniec stycznia
:)PS: Krutko o apartamencie. - poprawcie to zdanie, razi w oczy
:roll:
Kapitalna relacja i świetne foty, planuje coś podobnego w tym roku tylko szukam chętnych wśród znajomych, widać po Was, że w grupie lepiej!Można wiedzieć czym pstrykaliście? Po informacjach w fotkach widzę, że Nikon D700, a obiektyw wnioskuje 17-50, tylko jaki ?Pozdro
Pozostaje mi się zgodzić z przedmówcami. Relacja faktycznie świetna ale zdjęcia są po prostu genialne. Niektóre ujęcia, widać że ktoś ma do tego wyobraźnię. Sprzęt sprzętem ale pomysł na fajny kadr ma się w głowie. Wielkie gratulacje! Co do Hiszpanii to tak jak ktoś już wspomniał, polecam południe, Andaluzja, Sewilla.Pozdrawiam
Shadow napisał:Kapitalna relacja i świetne foty, planuje coś podobnego w tym roku tylko szukam chętnych wśród znajomych, widać po Was, że w grupie lepiej!Można wiedzieć czym pstrykaliście? Po informacjach w fotkach widzę, że Nikon D700, a obiektyw wnioskuje 17-50, tylko jaki ?Pozdropod d700 obiektyw DX 17-50 nie dałby rady, bo d700 to FX. zawsze na wyjazdach mam ze sobą zestaw: Zenitar fisheye 16mm f/2,8 , Sigma 17-35 EX f/2,8-4, Tamron 28-75 f/2,8 oraz stałkę Nikkor 50mm f/1.4 lub Nikkor 70-300 VR (choć dwóch ostatnich na eurotripa ze sobą nie zabrałem ze względu na zbyt mały bagaż, zresztą podręczny).
No chłopaki, spoko wyprawa. Co do Lizbony - zajebiste miasto. W ogóle cała Portugalia jest w dechę. Sardynia, po tych kilku zdjęciach, to kolejny mój cel podróży.Życzę powodzenia!
oczywiście, że się boję, ale podczas kimania pod namiotem zwyczajnie na nim śpie, a torba najczęściej jest przywiązana do mojego tłowia albo ręki. nie wyobrażam sobie wyjazdu bez aparatu:) obiektywy rozdaję znajomym do ich podęcznych, bo sam bym nie wyrobił zarówno z wagą jak i pojemnością:P
Fajnie widzieć, że maturzyści jednak potrafią się zebrać i zrobić coś konstruktywnego cykając przy tym świetne zdjęcia - zamiast siąść pod budką z piwem i biadolić że życie ciężkie. +1 dla Was chłopaki
:)
piękne zdjęcia i świetny wypad
:) długo przygotowywaliście się wyjazdu? bilety, plan trasy?przede mną organizacja pierwszego miesięcznego wyjazdu i jestem na etapie zaczytywania się w forach więc każde informacje będą pomocne
;)
dziękuję wszystkim za miłe słowa
:)szyszka.lesna: to zależy pod jakim względem, loty mieliśmy zaklepane już w marcu, choć niepotrzebnie się z tym aż tak pośpieszyliśmy, bo mogliśmy zaoszczędzić kilka złotych. Co do noclegów: tu potrzeba więcej czasu by wygrzebać dobrze ulokowaną miejscówkę w dobrej cenie. Oczywiście są miasta, w których nocleg można znaleźć w każdym przedziale cenowym od ręki, przykładem może być Lizbona. Jednak jak wszystkim wiadomo chcieliśmy znaleźć noclegi w jak najatrakcyjniejszej cenie i dobrej lokalizacji, więc pisaliśmy z osobna do wielu użytkowników airbnb.com z zapytaniami czy obniżą cenę lub przyjmą 6 osób w 2-4 osobowym mieszkaniu przedstawiając im swój plan podróży i główne założenia wyprawy. Z reguły za dziesiątym mailem ktoś się zgadzał. Nie powiem, bo pochłaniało to dosyć dużo czasu. Warto było, bo jak już wspominałem koszty noclegów na 21 dni zamknęły się w 500pln od osoby w naprawdę przyzwoitych warunkach, choć czasem było trochę ciasno (Paryż).Gio: tak naturalnie, aktualnie jestem na etapie planowania trasy pomiędzy Bombajem a Leh, bilety do Mumbaju udało się nam zakupić w atrakcyjnych cenach w promocji Saudi Airlines jakieś 3 miesiące temu. Natomiast wyjazd ma się odbyć na przełomie sierpnia i września. Ponadto planujemy kilkudniowe wypady min na fiordy nieopodal Stavanger.nrm: nie, my w samolocie najczęściej śpimy
:)Silent: dzięki
;) co do Sardynii, to sam na pewno tam wrócę i polecam każdemu.
wielkie dzięki za relację - gratuluję wyprawy. zdjęcia super!to one przekonały mnie przed chwilą do zakupu biletów z Mediolanu na Sardynię
:)wahałam się, chodziłam jak pies koło jeża... - ale obejrzałam Twoje zdjęcia jeszcze raz i... jadę na majówkę!
:)
pasadena napisał:wielkie dzięki za relację - gratuluję wyprawy. zdjęcia super!to one przekonały mnie przed chwilą do zakupu biletów z Mediolanu na Sardynię
:)wahałam się, chodziłam jak pies koło jeża... - ale obejrzałam Twoje zdjęcia jeszcze raz i... jadę na majówkę!
:)Z ciekawości jakie ceny udało Ci się uzyskać na majówkę i jaki dokładnie termin?
Easyjet: Mediolan Malpensa-Olbia.wylot 27/04 - powrót 07/05 - 618 PLN za 3 osoby (tylko podręczny)poszukaj na forum "patent krakowski" - wychodzi nieco taniej niż bez niego.+ dziś kupiłam Ryanairem: RT Poznan-Mediolan/Bergamo już "drogo" jak na ten kierunek (RT 250 PLN/os) - ale nie mam nerwów czekać aż spadną ceny...
:) tak czekałam na Kretę z Modlina, połasiłam się na 50 PLN a ceny wzrosły do ponad 800 PLN...Z Mediolanu tanio, ale do Mediolanu dostać się na majówkę to cenowo średnio (szczególnie z Warszawy
:( )...wiem, że ceny "fluktuują", ale mam dość codziennego sprawdzania tych samych połączeń
:)
hehe, mam to samo, choć wolałbym coś bezpośrednio z BERLINA, bo wtedy można by jakiś bagaż dokupić (przy przesiadkach za dużo dopłat do bagażu na każdy odcinek). Ceny na wszystkie fajne wysepki po 700-1000zł od osoby. Jedynie Majorka za 520zł... Ceny takie jak Ty znalazłem, ale racja, że drogie doloty do BGY. Dzięki za informację, szukam dalej i życzę miłego wypoczynku :0
Z Olbii niedaleko do Cala Gonone, polecam małą wycieczkę w te rejony:) a grzechem będzie niezobaczenie wysepki La Maddalena, do której nam nie udało się dotrzeć.
Świetna relacja, a zdjęcia rewelacyjne!Szkoda, że na Sardynii byliście tak krótko i tak mało wiedzieliście. Byłem tam już dwukrotnie i w tym roku również planuję tam być
;)Dla osób zainteresowanych Sardynią - moje dwie fotorelacje:www.wiktor.ch/sardynia-2012/www.wiktor.ch/sardynia-2011/Poza sezonem wyspa naprawdę jest tania.
to prawda Sardynia jest piękna i jak ją opuszczaliśmy to trochę żałowałem, że już stamtąd uciekamy jednak i tak się cieszę, że znalazła się ona na naszym szlaku. Teraz przynajmniej wiem, że w Europie są miejsca, które potrafią zaskakiwać i sprawić, że brakuje tchu
:) Na pewno tam wrócę, choć prawdopodobnie nie w tym roku.
Większość relacji z lowcostowych podróży jest strasznie sucha. Ogranicza się do opisu kto, jak i za ile dostał się dostał na lotnisko, o której wstał i ile wydał na jedzenie w knajpie. Wszystko uzupełnione zdjęciami z widoków, które każdy zna na pamięć. Bardziej traktuje to jako prywatne przewodniki. Tutaj jest zdecydowanie lepiej. Relacja jest barwna, a „bohaterzy” przedstawieni już na pierwszym zdjęciu.
;) Zdjęcia nie dość, że ciekawe, niebanalne to jeszcze świetne jakościowo. Brawa dla autora, dobrze się to czyta i ogląda.Co do samej wycieczki to pomysł fajny, ale jego koszty już mniej. Gdybyście zdecydowali się na nią zaraz po napisaniu matur w maju, to zarówno loty jak i noclegi wyszłyby sporo taniej. No i wypilibyście mniej wody na Sardynii.
;)
zgadza się, w maju uniknelibyśmy też takiego tłumu turystów i upałów, jednak musieliśmy kiedyś zarobić pieniądze na wyjazd. Popracowaliśmy od czerwca do sierpnia i dopiero wtedy mogliśmy ruszać.
Rewelka. Gratuluję fajnej ekipy, pomysłu, realizacji, i oczywiście zdjęć. Ale i tego, że mieliście chęć wydania kasy na 3 tygodnie multi podróży, bez liczenia każdego grosza.
Trudno nie mieć chęci, jeśli w wieku 19 lat dostaje się 4 tys. na wyjazd. A zaraz potem na Indie.Oczywiście nie chcę, żeby zabrzmiało złośliwie i oczywiście dopuszczam możliwość, że maturzysta sam zarobił taką kasę
:P Wycieczka jak najbardziej na plus, ale jako że to forum lowcostowe, uważam że przepłacona.
mydlo93 napisał:zgadza się, w maju uniknelibyśmy też takiego tłumu turystów i upałów, jednak musieliśmy kiedyś zarobić pieniądze na wyjazd. Popracowaliśmy od czerwca do sierpnia i dopiero wtedy mogliśmy ruszać.Aj czy tak ciężko cofnąć się trzy posty wcześniej? Przecież autor wyraźnie napisał, że sami zarobili na ten wyjazd. Uważam też, że 4 tysiące jak na tyle miejsc, które odwiedzili nie jest wygórowaną kwotą.A co do tego, że forum jest lowcostowe też można by długo dyskutować...A swoją drogą fotorelacja bardzo fajna i mam nadzieje, że w przyszłe wakacje też odwiedzicie jakieś fajne miejsca, bo z niecierpliwością będę czekał na kolejne zdjęcia.
Diorkaeff i underwriter - uważam, że przepłaciliśmy jedynie za loty, bo można było złożyć tę trasę za połowę tego co my wydaliśmy. Może źle to nazwałem, zapłaciliśmy trochę więcej za składaka, którego ustaliliśmy sobie wg miejsc, które chcieliśmy odwiedzić a nie wg przypadku i najniższych cen jakie figurowały w systemie. Żyjąc 21 dni na walizkach, mając do opłacenia transport publiczny, wyżywienie i noclegi w jednym miejscu to z puli 580euro, uwierzcie, że ciężko było wyżyć bez liczenia każdego grosza. Kochani Europa do najtańszych nie należy zwłaszcza w sezonie i w miejscach typowo turystycznych. Jeśli wybierzecie się w taką podróż z podobną pulą pieniędzy na 21dni i uda się wam zejść poniżej tej kwoty to dowiecie się jakie warunki żywieniowe mieliśmy. Dodam, że najbardziej wykwintną potrawą podczas wyjazdu jaką jadłem bywały pizza lub kebab, zresztą nie codziennie, bo staraliśmy się robić makaron w mieszkaniu;)
Trasa obejmowała 5 państw, jedną wyspę i 7 miast docelowych.
O godzinie 22:10, Airbus a319 w barwach easyJet zabrał nas w kierunku Wiecznego Miasta. W pierwszej wersji mieliśmy zabrać ze sobą jedynie namioty i nie tracić pieniędzy na wynajmowanie apartamentów czy hosteli. Na szczęście rozsądek podpowiedział nam, że nie jest to trafiony pomysł na 21-dniową wycieczkę po jednych z największych miast Starego Kontynentu. Mimo wszystko na dobry początek pierwszą noc w Rzymie postanowiliśmy spędzić pod gołym niebem podążając w kierunku Koloseum, Fonatnny di Trevi, by ostatecznie trafić w okolice Forum Romanum gdzie znajdował się nasze apartamenty. Z lotniska Fiumcino przyjechaliśmy taksówką, za którą zapłaciliśmy po 8 euro od osoby.
Noc minęła dość szybko. Na dobrą sprawę te najważniejsze i najliczniej odwiedzane miejsca w Rzymie mieliśmy już odznaczone na liście zabytków. Jakiś czas temu byłem w Rzymie, pamiętam jeden wielki tłok, masy grup pielgrzymkowych, rodziny z dziećmi, mnóstwo księży i uczucie jakbym siedział w piekarniku. Kochani, z ręką na sercu, jeżeli w czasie waszego pobytu w Rzymie macie problemy ze snem a jesteście spragnieni zobaczyć to miasto takie jakie pokazują nam na pocztówkach, bez tłumu, hałasu i pośpiechu to czym prędzej ubierzcie się i lećcie w okolice Placu Weneckiego a gwarantuje wam, że Rzym będzie tylko dla was na wyłączność (nie licząc pijanych włochów wracających z imprezy). Po nocy pełnej wrażeń około godziny 6 zjedliśmy ostatniego papierosa i położyliśmy się pod oknami naszego apartamentu w nadziei, że obudzi nas gospodarz i zaprosi do środka. W rzeczywistości obudziło nas żarem bijące z nieba Słońce. Szybka ewakuacja w cień, jednak nie spało się już tak wygodnie zwłaszcza jeśli w cieniu temperatura wynosi ponad 25'C. Po 11 doczekaliśmy się naszego gospodarza, rozliczyliśmy się, włączyliśmy klimę i szybko wskoczyliśmy do łóżek.
Obudziliśmy się wypoczęci i głodni po 19. Wychodząc z chłodnego apartamentu na zewnątrz momentalnie poczuć można było wyraźne uderzenie gorąca, a po zrobieniu kilku kroków już byliśmy spoceni. Szybko odnaleźliśmy Spara i Carrefour gdzie zrobiliśmy obfite zakupy. Jedna rzecz jest niesamowicie irytująca w tym mieście: jeśli chcesz wypić zimne piwo prosto ze sklepu musisz za nie dopłacić prawie 20 centów, w naszym przypadku przy 10 piwach na głowę robiło się z tego prawie 2 euro wyrzucone w błoto. Tak wiem lodówka w mieszkaniu... Niestety nie chłodziła. Krótko o apartamencie. Posiadaliśmy dwa bliźniacze (po 3 osoby w jednym) na parterze przy samym Forum Romanum. Apartament składał się na pokój z kanapą i telewizorem, kuchnia, łazienka, a nad wszystkim antresola z łóżkiem małżeńskim. Wszystko odnowione, w starej zabudowie. Bardzo przyzwoite warunki w rozsądnej cenie. Około 60 euro od osoby za 4 noce. Znalezione na airbnb - Luca Fori Romani.
Do Watykanu dotarliśmy następnego dnia w godzinach szczytu - pielgrzymka na pielgrzymce na jedej wielkiej patelni: Placu św.Piotra. Dosłownie lało się z nas, całe szczęście, że w Rzymie można zaczerpnąć i nalać sobie wody w wielu miejscach za darmo gdzie najczęściej czarnoskórzy przyjaciele sprzedają 'cold water' po 2 euro za butelkę. Po drodze zahaczyliśmy o Panteon i plac Hiszpański, w dzień nie robiły już takiego wrażenia jak w pierwszą noc.
Po wyprawie do Watykanu chłodziliśmy się cały wieczór, a następnego dnia wyłanialiśmy się jedynie po zimne napoje do sklepu. Wtedy to jednomyślnie doszliśmy do wniosku, że zwiedzanie nocą ma większy sens i jest bardziej komfortowe, to też praktykowaliśmy do ostatniego dnia pobytu w tym gorącym mieście.
Wylot do Cagliari zaplanowany był na 20:10 z lotniska Ciampino. W związku z tym, że była to niedziela, wraz z kolegą pragnęliśmy zobaczyć księdza w białej sutannie wyglądającego przez okno więc udaliśmy się na audiencję na plac św.Piotra wczesnym rankiem. Nie było jakoś wyjątkowo dużo turystów jak na spotkanie z papieżem, no nic czekamy. W miedzy czasie zjedliśmy kanapki i pomału zbliżała się 12 czyli modlitwa Anioł Pański. Coś mi nie pasowała, bo zawsze kiedy widzę papieża w telewizji to Watykan pęka w szwach. Od jakiegoś czasu obserwowałem kilku policjantów siedzących w radiowozie, który uciekał im do słońca, w efekcie przesuwali go co chwilę do cienia. Nieskrępowany podszedłem do nich i zapytałem czy zobaczymy dzisiaj papieża, na co odrzekli, że Ojciec Święty w letnich miesiącach przebywa w Castel Gandolfo. Musiał nas zadowolić jedynie papież na telebimie. Pomodliliśmy się i ruszyliśmy na Termini skąd za 2 euro pojechaliśmy na lotnisko Ciampino.
Był piękny niedzielny wieczór kiedy samolot irlandzkiego przewoźnika z nami na pokładzie uderzył o płytę lotniska w Cagliari. Sardynia miała być dla nas prawdziwą przygodą. Mieliśmy 5 dni na dostanie się do Alghero, a po drodze chcieliśmy zobaczyć skaliste, wschodnie wybrzeże tej pięknej wyspy. Tu nie było żadnych rezerwacji, był tylko namiot, plecaki i my. Pierwszą nockę spędziliśmy w porcie w samym centrum Cagliari. Dodam, że w internecie znalazłem bardzo mało informacji na temat transportu na Sardynii. Kolej nie funkcjonuje tu w ogóle, na szczęście siatka transportu autobusowego jest tu dość dobrze rozbudowana a koszt biletu z Cagliari do Nuoro to 16 euro. Informacje, broszury i mapy otrzymaliśmy w punkcie informacji na lotnisku. Na razie idziemy spać.
Poranek bardzo podobny do tego w pierwszy dzień w Rzymie. Słońce od razu postawiło nas na nogi, mieliśmy więc dużo czasu na zwiedzanie Cagliari. Śniadanie zjedliśmy w sklepie. Sprzedawczyni pokroiła nam szynkę, ser i pomidora, które władowała w potężne bułki za które zapłaciliśmy niecałe euro od sztuki. Były na tyle sycące, że zdołałem zjeść tylko jedną, a druga została na wczesne popołudnie. Upał dawał się we znaki z każdą kolejną godziną. Obeszliśmy miasto, podziwialiśmy morze z punktu widokowego, około 16 odjechał nasz autobus do Nuoro skąd mieliśmy przedostać się do Cala Gonone, które było naszą bazą wypadową na Cala Lunę i Cala Fuili - cel naszego pobytu na Sardynii.
2 godziny drogi do Nuoro były istną masakrą. Sardynia do zimnych wysp nie należy, a w naszym autobusie siadła klima, na dodatek nie było możliwości otworzenia okien. Po wyjściu z autobusu czuliśmy ulgę w pełnym słońcu. Na autobus do Cala Gonone musieliśmy poczekać ponad godzinę, mieliśmy więc dużo czasu na przestudiowanie map i broszur, które otrzymaliśmy w punkcie informacji. Na całe szczęście kolejny autobus był już klimatyzowany a za oknami rozpościerały się wspaniałe krajobrazy. Wg mnie Sardynia to doskonałe miejsce dla ludzi lubiących treking o czym sami się przekonaliśmy, ale o tym później.
Do Cala Gonone dotarliśmy o 19, zrobiliśmy zakupy i rozbiliśmy obóz na plaży.
Jest poranek 31.07.2012 po przebudzeniu się. Dzisiaj mamy zdobyć plaże oddaloną o 5km w linii brzegowej od Cala Gonone przez las wytyczonym szlakiem. Zasięgnęliśmy praktycznych porad w informacji. Niezważająca na to, że jest pełne słońce i temperatura zbliżająca się do 40'C wyruszamy w kierunku Cala Fuili, które jest bramą do ścieżki na Cala Lunę. Do tej pory asfaltowa droga, wszystko pięknie, tylko trochę gorąco i musimy robić przerwy co 500 metrów. W tym tempie dojdziemy do celu w godzinę, co ta kobieta wygadywała, że potrzebujemy na to przynajmniej 4 godziny. Oto zdjęcia malowniczego miejsca jakim jest Cala Fuili oraz droga doń:
Tu kończył się asfalt. Widzicie te skały pokryte jakąś roślinnością? Tak, to jest szlak, którym mamy dotrzeć na kolejną plażę. Po godzinnej przerwie ruszyliśmy wzdłuż szlaku. Sytuacja wymagała podzielić się na dwie grupy 3-osobowe, ze względu na odmienne tempo. Mieliśmy prowizoryczną mapkę, na której nie było żadnych punktów odniesienia, jedynie kreska i nazwy plaż. Wytrwale szliśmy tą niewdzięczną ścieżką. Nie powiem, bo widoki były przepiękne, ale nigdy nie lał się ze mnie pot tak jak tego dnia. Pełne słońce, zero cienia, plecak na ramieniu i skały o wybitnie dużym zróżnicowaniu wysokości.